Zaraza ziemniaka na pomidorach – jak sobie z nią poradzić?

Zaraza ziemniaka to choroba grzybowa. Wywołujący ją patogen (Phytophthora infestans) posiada doskonałe zdolności adaptacyjne, dlatego wiele szczepów z łatwością uodparnia się na środki chemiczne stosowane w ogrodnictwie i rolnictwie hektolitrami. Choroba rozprzestrzenia się przez niewielkie jednokomórkowe zarodniki, które przenoszone są przez wiatr, wodę, owady – dlatego nie ma znaczenia czy uprawiamy nasze ziemniaki czy pomidory w gruncie, pod osłonami czy na balkonie – zawsze istnieje ryzyko zakażenia. Zarodniki te mogą przenosić się z wiatrem i infekować plantacje ziemniaków odległe nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Wspomniane zarodniki – oospory mogą przeżyć w glebie nawet przez 7–12 miesięcy i nie straszna im temperatura nawet minus 80 st. C. W Polsce najczęściej źródłem infekcji są tzw. samosiewy, które wyrosły z porzuconych podczas wykopków bulw.

 

Szkodliwość choroby w uprawie ziemniaka sprowadza się głównie do zniszczenia liści rośliny, co skutkuje zmniejszeniem powierzchni asymilacyjnej (czyli ogranicza zdolności rośliny do fotosyntezy) i w efekcie powoduje znaczący spadek plonu, ponieważ roślina nie jest w stanie wykarmić dorodnych bulw. W uprawie pomidora uszkodzeniu ulegają także owoce, które nie nadają się już do spożycia.

 

Objawy choroby:

W uprawach szklarniowych zwykle można je już zaobserwować w okolicach kwietnia, natomiast w uprawie polowej pojawiają się w czerwcu. Na samym początku na liściach widoczne są szarozielone wodniste plamy, które łatwo przeoczyć. Zmiany w pierwszej kolejności pojawiają się na brzegach i wierzchołkach liści. Plamy te z czasem żółkną (tę fazę zaczynamy zauważać), a następnie brązowieją, unerwienie liści staje się brunatno-czarne. Objawy przenoszą się później na łodygi i zawiązki owoców. Na owocach pojawiają się brunatne plamy. Następnie owoce gniją i przedwcześnie opadają. Niestety nie nadają się one do spożycia. Na spodniej części liścia przy dużej wilgotności powietrza może pojawić się szarawy nalot. Choroba ta rozprzestrzenia się bardzo szybko w efekcie czego w kilka dni może porazić całą plantację prowadząc do zamierania nawet 90% roślin. Obecnie odnotowuje się występowanie nowego szczepu, w który objawy choroby występują w pierwszej kolejności na pędach roślin, zwłaszcza w kątach liści. Objawy tej wersji choroby występują wcześniej, są trudniejsze do zauważenia, a środki ochrony roślin są wobec niej często bezradne.

Poniżej objawy zarazy ziemniaczanej na owocach i początkowe stadium na liściach pomidora.

Jeśli natomiast objawy występują wyłącznie na owocach, konkretnie na ich wierzchołku (po przeciwnej stronie do szypułki), jak na poniższym zdjęciu, a Twoje krzaczki są cały czas w doskonałej kondycji – to prawdopodobnie padłeś ofiarą suchej zgnilizny wierzchołkowej – tutaj artykuł, w którym możesz o niej poczytać.

 

Profilaktyka – czyli co możemy zrobić by zabezpieczyć się przed atakiem choroby:

  • Dokładne usuwanie resztek roślin po sezonie wegetacyjnym, jeśli występowały na nich objawy choroby to dobrze jest je zniszczyć poprzez spalenie.
  • Odkażanie narzędzi ogrodniczych po styczności z chorymi roślinami,
  • Regularne obserwowanie stanu roślin – jeśli wystąpią jakieś niepokojące Cię objawy na liściach, to natychmiast je usuń i zniszcz (najlepiej paląc obcięte części roślin).
  • Gdy usuwasz zarażone części roślin zadbaj o to by odkazić ręce bądź narzędzia, którymi wykonywany był zabieg by nie zarazić zdrowych roślin.
  • Jeśli w uprawie pod osłonami lub na balkonie czy tarasie wystąpiły objawy choroby to niestety musimy odkazić lub wymienić podłoże jeśli w przyszłym roku także chcemy uprawiać ziemniaki albo pomidory
  • Mimo wszystko najlepiej jest odseparować uprawy ziemniaków, papryki i pomidorów, ich bliskie sąsiedztwo zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia choroby, która najpierw atakuje ziemniaki, a potem przenosi się na pomidory. Odległość powinna wynosić minimum 600m.
  • Zmianowanie – pomidorów oraz innych psiankowatych (papryka, ziemniak, bakłażan) nie powinno się uprawiać w tym samym miejscu częściej niż co 3-4 lata.
  • W nawożeniu należy uwzględnić dwa najbardziej niezbędne dla psiankowatych składników odżywczych – wapnia i boru. Należy natomiast unikać przenawożenia azotem, który zmniejsza odporność roślin na infekcje.
  • Uprawy pod osłonami należy regularnie wietrzyć.
  • Podlewając musimy zwrócić uwagę by nie moczyć liści i kwiatów. Najlepiej podlewać rośliny „raz a dobrze”, co pozwala uniknąć codziennego zraszania, które sprzyja zarazie.
  • Wybierając odmiany do uprawy warto sięgnąć po te odporne na zarazę oraz takie o krótkim okresie wegetacji. Jednak ze względu na szybką ewolucję tego patogenu, zdarza się, że nasza odmiana może nie być odporna na daną odmianę grzyba.
  • Należy zadbać o to by rośliny miały wystarczająco dużo miejsca – liście poszczególnych roślin nie powinny się dotykać.
  • By zwiększyć przewiew warto usuwać liście pomidorów wyrastające do wysokości najniższego grona, gdy te zaczną już dojrzewać. Ma to dodatkowy atut, że minimalizuje ryzyko zakażenia liści zarodnikami, które mogą się znajdować w glebie, a do których najniższe liście mają najbliżej. Do takiego zakażenia może dojść np. gdy podlewając rośliny ochlapiemy liście.
  • Ważne jest także usuwanie pędów wyrastających z kątów liści, które zmniejszają przewiew i niepotrzebnie osłabiają roślinę.
  • Nie lokalizujmy upraw pomidorów w zagłębieniach terenu i w bliskim otoczeniu zbiorników wodnych, gdyż panująca tam wilgoć i gromadzące się mgły mogą sprzyjać porażeniu pomidorów zarazą ziemniaczaną.

 

Naturalne metody:

  • Skrzyp: W uprawie amatorskiej dobre efekty przynosi podlewanie roślin gnojówką sporządzoną ze skrzypu. Zawiera ona dużo krzemionki, która wzmacnia rośliny i ochrania je przed chorobami. Przygotowuje się ją zalewając 500g zielonych liści (lub 100g suszu) skrzypu 5 litrami wody. Po zakończeniu fermentacji (roztwór przestanie się pienić i bąbelkować) stosujemy rozcieńczoną z wodą w stosunku 1:5.
  • Dodatek sody: Można pokusić się wykonywaniem profilaktycznych oprysków z pokrzywy, cebuli, czosnku czy wspomnianej wyżej gnojówki ze skrzypu. Do oprysków warto dodać sodę oczyszczoną, która wpływa na pH powierzchni liści tworząc niesprzyjające środowisko dla rozwoju grzybów. Na 1 litr roztworu należy dodać 1 łyżeczkę sody. Zabieg warto wykonywać co dwa tygodnie i powtarzać po każdym deszczu. Trzeba jednak uważać by nie moczyć liści roślin zbyt często, szczególnie w chłodne dni.
  • Pokrzywa: Wywar z pokrzywy przygotowujemy z 0,5 kg świeżych roślin i 5L wody. Zalaną wodą pokrzywę gotujemy przez ok. 0,5 godz. Po wystudzeniu gotowy preparat rozcieńczamy wodą w stosunku 1:5 taką miksturą możemy zarówno podlewać jak o opryskiwać rośliny. Równie dobrze możemy wykonać gnojówkę z pokrzywy, wtedy używamy 1 kg pokrzywy na 10 litrów wody. Pozostawiamy do sfermentowania na okres od 1 do 2 tygodni. Warto raz dziennie przemieszać mieszankę. Otrzymany nawóz rozcieńczamy 1:10 i podlewamy rośliny raz na 2 tygodnie.
  • Drożdże: Kolejnym często polecanym naturalnym sposobem przeciwko zarazie ziemniaczanej jest oprysk pomidorów drożdżami. Aby go przygotować bierze się kostkę drożdży piekarniczych (100g) i rozpuszcza w 10 litrach wody. Niektórzy dodają do tego jeszcze pół litra mleka. Rośliny należy opryskiwać w odstępach co 7 dni.
  • Mleko: Aby wykonać oprysk należy mleko należy rozcieńczyć z wodą w stosunku 1:5 i opryskiwać rośliny regularnie co tydzień.

 

Niestety wszystkie te opryski sprawdzają się doskonale jako działania profilaktyczne, ponieważ utrudniają zarodnikom zarazy skolonizowanie roślin, jednak często są bezsilne wobec już zaistniałej infekcji.

Co zrobić jeśli profilaktyka zawiedzie?

Nie uznaję stosowania środków chemicznych, które działają systemiczne i może przynoszą efekt – jednak mają dla nas ludzi skutki uboczne. Alternatywą może być stosowany w rolnictwie ekologicznym wyciąg z grejpfruta.

Jeśli jednak choroba jest już w zaawansowanej fazie to najlepiej zrobimy dla swojego ogrodu niszcząc krzewy czy zakażone bulwy ziemniaka i owoce pomidora. W żadnym wypadku nie wolno ich przeznaczać na kompost gdyż w następnych latach staną się źródłem infekcji.

 

Materiał nieco obszerny, jeśli jednak ktoś złapał bakcyla i uwielbia uprawiać coraz to nowe odmiany pomidora – z pewnością zrobi wszystko by uchronić swoje plony przed zniszczeniem. Tak więc do dzieła pomidorowi amatorzy! Oby nikt nie musiał w tym sezonie śpiewać: Addio pomidory!

Marcelina HaremzaZaraza ziemniaka na pomidorach – jak sobie z nią poradzić?

2 comments

Join the conversation
  • rexaz - 23 lipca 2018 reply

    Czyli pomidory skazujemy na zagładę bo nie stosujemy chemii a później idziemy do sklepu i kupujemy te same pomidory, z taką samą chemią w stężeniu x10…. trochę słabe!

    Marcelina Haremza - 2 sierpnia 2018 reply

    Nie wiem skąd tak silne przekonanie, że bez chemii się nie da wyhodować własnych pomidorów. Tak naprawdę wystarczy wiedzieć kilka rzeczy, pilnować tego i sukces jest prawie pewny. Moi teściowie od lat produkują własne pomidory bez oprysków, ja mam dopiero kilka lat własnych doświadczeń ale jak na razie zaraza mnie nie dosięgła – mimo, że nie stosuję chemii. Oczywiście ogrodnictwo ma to do siebie, że zawsze jest ryzyko, że plon może być mały albo żaden – ale taki urok tej profesji. Teraz zależy od tego kto ma jakie podejście – ja wolę profilaktykę w postaci oprysków z drożdży i gnojówki z pokrzyw. Jeśli zaraza zgładzi moje pomidory bo akurat taki będzie traf losu to kupię ekologiczne pomidory w miejscowej Kooperatywie spożywczej i nie będzie to schemizowany produkt, a cena jest niewiele wyższa od tych marketowych. Także moim skromnym zdaniem zawsze jest alternatywa i nie muszę się godzić na mniejsze zło 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *